poniedziałek, 14 maja 2012

bardzo chciałbym naprawić coś...
co jest bardzo dla mnie ważne...

czasami czuję się jak w pułapce
i nie wiem co robić...



człowiek czasami cieszy się bardziej
za malutkich szczegółów
niż z wielkich osiągnięć...

Skarb miał coś dzisiaj na paluszku...
sprawiło to, że bylem szczęśliwy...

niedziela, 13 maja 2012

Święty Tomaszu niewierny
ze mną było inaczej
On sam mnie dotknął
włożył dłonie w rany mego grzechu
bym uwierzył że grzeszę i jestem kochany
Bóg grzechu nie pomniejsza ale go wybaczy

za trudne
i po co tłumaczyć
"... umrzeć, usnąć, nic więcej,
     snem tym wyrazić,
     że minął ból serca,
     a z nim niezliczone troski,
     które są świata dziedzictwem...
     Kres taki...
     błogosławieństwem byłby..."


nie ma nikogo...
nie ma przytulenia
kiedy dusza potrzebuje ciepła...

czuję się jak
zepsuty miś bez oka
za fotelem
porzucony trabant
bo są nowsze samochody
które nie smrodzą
i nie trzaskają drzwiami...

ten ból w środku...
ciągle eksploduje
pali jak lawa
a to tylko...
myśli
uciekają siklawą łez
z duszy...
brak miłości
samotnością
zagłuszam jęk...
stłamszonej dłoni...
głośną muzyką...
wyrywam serce
żeby już nie bolało...

...traktat o cierpieniu...

 i tak nie przeczytasz
albo zrozumiesz jak chcesz...

to cię wcale nie obchodzi...
Camino to droga ku sobie...
a nie biegomarsz do katedry w Santiago...

z tego co obserwuję, na ogół nie chcemy żyć po swojemu....
mało kto tego chce. Raczej chcemy żyć tak jak inni ludzie
– znajomi, mama z tatą, gwiazdy, idol….
chcemy wypełniać wzorce, które zastaliśmy,
wierzyć w wartości, które zostały nam dane...
A gdy to się nie udaje...
cierpimy albo się wściekamy...
Albo i to i to…

na Camino jadą coraz większe rzesze ludzi,
bo znajomi byli, bo wypada przejść, bo trzeba przejść...
w biegu, bo mają tylko 14 dni urlopu,
bez przygotowań, bez zamyślenia...
biegiem poprzez piękny kraj,
bez wieczornych rozmów z pielgrzymami,
bez podziwiania architektury, bez spotkania z kulturą...

Tour de Camino...

byle szybciej, byle więcej kilometrów...
kilka zdjęć z nieszczęsnym Św. Jakubem w tle,
żeby mieć czym się chwalić...
i biegiem do domu,
bo tam przecież wszystko się zawali bez nas,
czy raczej my się zawalimy bez codziennej rutyny...

tak naprawdę to czego chcemy od życia...?

mieć rodzinę i żeby ona wyglądała w określony sposób...
(samo słowo określony powoduje u mnie.... domyślcie się...)
zrobić karierę...
pieniądze...

mieć dostęp do atrybutów sukcesu
– jeździć na wakacje w odpowiednie miejsca,
jeść kanapeczkę z szyneczką
albo w wersji eko -kanapeczkę bez szyneczki...

która kosztuje więcej
niż wersja szyneczkowa...

ubierać się odpowiednio...
mieć znajomych lub raczej – nie być samemu i tak dalej….

a tymczasem coś większego od naszych stadnych planów i pomysłów na życie puka …
dopomina się o życie autentyczne...
w zgodzie z głębszym rytmem…

sny, choroby, nieoczekiwane zdarzenia życiowe...
trudne relacje popychają do szukania siebie i sensu...
namawiają do przeżycia życia po swojemu…

…Herman Hesse pisał
„ …życie każdego człowieka jest droga ku samemu sobie,
próbą znalezienia drogi, zaznaczenia ścieżki….”

zaczął się
4 dzień milczenia
3 dzień postu

w nocy obudziłem się bardzo głodny
jeszcze mnie Tomki straszą po nocy
ledwo opróżniłem lodówkę
żeby nie mieć pokus
a już naniesione żarcie...
i weź tu wytrzymaj...

dzień dobry Słońce
będzie piękny dzień

Skarb sprawił
że wczoraj miałem najpiękniejszy
milczący, zdjęciowo muzyczny wieczór...

powstał wiersz...
w tamtej chwili...
wiersza nie pamiętam
kartkę ma Skarb...
ja pamiętam cały czas muzykę...
dziękuję...

sobota, 12 maja 2012

nietknięty
chleb na stole
zapach pleśni rozrósł się
jak nowotwór
na ścianach wspomnień
zacieki na twarzy
maluje czas
rozlana filiżanka żalu
wsiąka w dywan pamięci
czekanie to
wymyślna forma
umyślnego samobójstwa
jak trucizna
co ucisza odruch życia
paraliż ust
niemoc oddechu
nie prześlizgnie się żaden
dotyk ani cień
najwyżej zdrada
w flakoniku perfum
Sierp księżyca
rozdziera nieboskłon
niechcący
otworzyłem okno
nawąchałem się wiosny
teraz choruję
na niewydolność marzeń
i noc poezji...
 
przeoczone godziny
rozsypały się po ściernisku czasu
jak zerwany sznur korali
toczy je wiatr
po obcych polach
nikt nie pozbiera
cudzych łez
nikt nie wypowie
milczących od wieku słów
tylko zegar od lat kręci głową
nad wieczornym zwierzaniem kartce
mijają się słowa
między linijkami kleksy
pożerają prawdę
tykanie zegara potwierdza bezsilność
mnie wobec czasu
nie cofnę go żadną myślą
nieubłagany tylko
składa wskazówki rąk
nad małością moją
śmieją się godziny
w oknie czekanie
zachęca do refleksji
przedśmiertnych
słowa zabiorę do grobu
nigdy się nie dowiesz
o tykaniu zegara
w moim sercu