piątek, 11 maja 2012

Siły Stabilizacyjne rozmieszczone zostały na terenie Bośni 20 grudnia 1996 r...

Zaczęło się wszystko trzy miesiące wcześniej... 


Szkółka... a raczej wyciskacz życia...


Na przykład tydzień przeznaczony na testy odporności fizycznej i psychicznej. 

Dzień pierwszy: 

wykonanie minimum 52 głębokich pompek w ciągu 2 minut, 62 skrętoskłonów (w tym samym czasie), przebiegnięcie dwóch mil w tempie poniżej 14 min i 50 sek., wykonanie skoku do wody z zakrytymi oczami z wysokości trzech metrów w pełnym oporządzeniu i zdjęcie tego oporządzenia bez wynurzania się na powierzchnię. 

Inne szykany: 

bieg na 5 mil w szyku zwartym po terenie pofałdowanym, przejście w pełnym oporządzeniu po belce, zawieszonej 8 metrów nad wodą, skok do wody, wejście na 15-metrową wieżę i zjazd z niej na specjalnym wózku. 

Do tego ciągłe zajęcia dodatkowe: 

rozgrzewki, biegi z przeszkodami, walki wręcz, pokonywanie torów błotno wodnych. 

Ciągłe niedosypianie, przemęczenie i niedojadanie. 

Po etapie ćwiczeń na lądzie nadchodzi etap górski, a po nim jeszcze trudniejszy morski... Trzy tygodnie taplania się w morzu, bagnach, rzekach. W kontakcie z wodą półprzytomni z niewyspania ludzie budzili się z letargu. 

Ale wszystko ma swoje granice. Podczas trzech miesięcy szkółki, w której uczestniczyłem, deszcz nie padał zbyt często. Zasypiałem na stojąco, w marszu... 

Najgorsza była walka ze snem tuż po posiłku. Odpływałem, głosy kolegów dochodziły jak przez mgłę. Nie odróżniałem snu od jawy... 

Któregoś dnia ocknąłem się w rzece. Siedziałem w niej z całym ekwipunkiem i oporządzeniem, aby obniżyć temperaturę ciała. Koledzy opowiadali, że przez pół dnia wykonywałem polecenia, działałem zgodnie z planem.... 

Ale ja tych godzin nie pamiętałem...

Sam plecak ważył ok. 30 kg, do tego dochodził ciężar broni osobistej. Karabin trzeba nosić w rękach w taki sposób, aby w każdej chwili był gotowy do użytku. M 16, czyli standardowy karabin armii amerykańskiej, jest dość lekki. Ale M-60, czyli ciężki karabin maszynowy, to kawał stali o wadze kilkunastu kilogramów. Dostałem go na wyposażenie akurat wtedy, gdy kulałem z powodu lekkiej kontuzji, odzywały się urazy hokejowe... 


Oczywiście nikt nie mógł pomagać...

Na zakończenie broń należało oczyścić...

Po trzech miesiącach działań ta broń była tak brudna, że trzeba ją było wrzucać do wielkiego naczynia ze specjalnym olejem i szorować szczotkami jak garnki...

Jesienią 1996 roku w byłej Jugosławii toczyła się regularna wojna pomiędzy Serbami, Chorwatami i Bośniakami. Mieliśmy sformować liczący ponad tysiąc żołnierzy batalion operacyjny, podporządkowany siłom UNPROFOR (błękitne hełmy). Kandydaci do tego oddziału rezygnowali, gdy słyszeli w telewizji opowieści o „podkolanówkach”, czyli minach przeciwpiechotnych urywających nogi na wysokości łydki...

W przyszłości miałem ratować a później pracować z dziećmi, które właśnie weszły na taką minę...

To była największa tragedia tej wojny...

Całe szkoły sierot, kalekich dzieci, których psychika chyba już nigdy nie wróci do normy...

Dzisiaj nie raz zastanawiam się czy ja sobie z tym poradziłem...

Czy wciąż emocje przypominają tamte szargania nerwów... i bezsilność...

Największą bezsilność jaką mi było dane zaznać w moim życiu... 

Wiem że to były najgorsze doświadczenia w moim życiu... których duchy wciąż do mnie zaglądają...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz