bardzo chciałbym naprawić coś...
co jest bardzo dla mnie ważne...
czasami czuję się jak w pułapce
i nie wiem co robić...
poniedziałek, 14 maja 2012
niedziela, 13 maja 2012
"... umrzeć, usnąć, nic więcej,
snem tym wyrazić,
że minął ból serca,
a z nim niezliczone troski,
które są świata dziedzictwem...
Kres taki...
błogosławieństwem byłby..."
nie ma nikogo...
nie ma przytulenia
kiedy dusza potrzebuje ciepła...
czuję się jak
zepsuty miś bez oka
za fotelem
porzucony trabant
bo są nowsze samochody
które nie smrodzą
i nie trzaskają drzwiami...
ten ból w środku...
ciągle eksploduje
pali jak lawa
a to tylko...
myśli
uciekają siklawą łez
z duszy...
brak miłości
samotnością
zagłuszam jęk...
stłamszonej dłoni...
głośną muzyką...
wyrywam serce
żeby już nie bolało...
...traktat o cierpieniu...
i tak nie przeczytasz
albo zrozumiesz jak chcesz...
to cię wcale nie obchodzi...
snem tym wyrazić,
że minął ból serca,
a z nim niezliczone troski,
które są świata dziedzictwem...
Kres taki...
błogosławieństwem byłby..."
nie ma nikogo...
nie ma przytulenia
kiedy dusza potrzebuje ciepła...
czuję się jak
zepsuty miś bez oka
za fotelem
porzucony trabant
bo są nowsze samochody
które nie smrodzą
i nie trzaskają drzwiami...
ten ból w środku...
ciągle eksploduje
pali jak lawa
a to tylko...
myśli
uciekają siklawą łez
z duszy...
brak miłości
samotnością
zagłuszam jęk...
stłamszonej dłoni...
głośną muzyką...
wyrywam serce
żeby już nie bolało...
...traktat o cierpieniu...
i tak nie przeczytasz
albo zrozumiesz jak chcesz...
to cię wcale nie obchodzi...
Camino to droga ku sobie...
a nie biegomarsz do katedry w Santiago...
z tego co obserwuję, na ogół nie chcemy żyć po swojemu....
mało kto tego chce. Raczej chcemy żyć tak jak inni ludzie
– znajomi, mama z tatą, gwiazdy, idol….
chcemy wypełniać wzorce, które zastaliśmy,
wierzyć w wartości, które zostały nam dane...
A gdy to się nie udaje...
cierpimy albo się wściekamy...
Albo i to i to…
na Camino jadą coraz większe rzesze ludzi,
bo znajomi byli, bo wypada przejść, bo trzeba przejść...
w biegu, bo mają tylko 14 dni urlopu,
bez przygotowań, bez zamyślenia...
biegiem poprzez piękny kraj,
bez wieczornych rozmów z pielgrzymami,
bez podziwiania architektury, bez spotkania z kulturą...
Tour de Camino...
byle szybciej, byle więcej kilometrów...
kilka zdjęć z nieszczęsnym Św. Jakubem w tle,
żeby mieć czym się chwalić...
i biegiem do domu,
bo tam przecież wszystko się zawali bez nas,
czy raczej my się zawalimy bez codziennej rutyny...
tak naprawdę to czego chcemy od życia...?
mieć rodzinę i żeby ona wyglądała w określony sposób...
(samo słowo określony powoduje u mnie.... domyślcie się...)
zrobić karierę...
pieniądze...
mieć dostęp do atrybutów sukcesu
– jeździć na wakacje w odpowiednie miejsca,
jeść kanapeczkę z szyneczką
albo w wersji eko -kanapeczkę bez szyneczki...
która kosztuje więcej
niż wersja szyneczkowa...
ubierać się odpowiednio...
mieć znajomych lub raczej – nie być samemu i tak dalej….
a tymczasem coś większego od naszych stadnych planów i pomysłów na życie puka …
dopomina się o życie autentyczne...
w zgodzie z głębszym rytmem…
sny, choroby, nieoczekiwane zdarzenia życiowe...
trudne relacje popychają do szukania siebie i sensu...
namawiają do przeżycia życia po swojemu…
…Herman Hesse pisał
„ …życie każdego człowieka jest droga ku samemu sobie,
próbą znalezienia drogi, zaznaczenia ścieżki….”
zaczął się
4 dzień milczenia
3 dzień postu
w nocy obudziłem się bardzo głodny
jeszcze mnie Tomki straszą po nocy
ledwo opróżniłem lodówkę
żeby nie mieć pokus
a już naniesione żarcie...
i weź tu wytrzymaj...
dzień dobry Słońce
będzie piękny dzień
Skarb sprawił
że wczoraj miałem najpiękniejszy
milczący, zdjęciowo muzyczny wieczór...
powstał wiersz...
w tamtej chwili...
wiersza nie pamiętam
kartkę ma Skarb...
ja pamiętam cały czas muzykę...
dziękuję...
a nie biegomarsz do katedry w Santiago...
z tego co obserwuję, na ogół nie chcemy żyć po swojemu....
mało kto tego chce. Raczej chcemy żyć tak jak inni ludzie
– znajomi, mama z tatą, gwiazdy, idol….
chcemy wypełniać wzorce, które zastaliśmy,
wierzyć w wartości, które zostały nam dane...
A gdy to się nie udaje...
cierpimy albo się wściekamy...
Albo i to i to…
na Camino jadą coraz większe rzesze ludzi,
bo znajomi byli, bo wypada przejść, bo trzeba przejść...
w biegu, bo mają tylko 14 dni urlopu,
bez przygotowań, bez zamyślenia...
biegiem poprzez piękny kraj,
bez wieczornych rozmów z pielgrzymami,
bez podziwiania architektury, bez spotkania z kulturą...
Tour de Camino...
byle szybciej, byle więcej kilometrów...
kilka zdjęć z nieszczęsnym Św. Jakubem w tle,
żeby mieć czym się chwalić...
i biegiem do domu,
bo tam przecież wszystko się zawali bez nas,
czy raczej my się zawalimy bez codziennej rutyny...
tak naprawdę to czego chcemy od życia...?
mieć rodzinę i żeby ona wyglądała w określony sposób...
(samo słowo określony powoduje u mnie.... domyślcie się...)
zrobić karierę...
pieniądze...
mieć dostęp do atrybutów sukcesu
– jeździć na wakacje w odpowiednie miejsca,
jeść kanapeczkę z szyneczką
albo w wersji eko -kanapeczkę bez szyneczki...
która kosztuje więcej
niż wersja szyneczkowa...
ubierać się odpowiednio...
mieć znajomych lub raczej – nie być samemu i tak dalej….
a tymczasem coś większego od naszych stadnych planów i pomysłów na życie puka …
dopomina się o życie autentyczne...
w zgodzie z głębszym rytmem…
sny, choroby, nieoczekiwane zdarzenia życiowe...
trudne relacje popychają do szukania siebie i sensu...
namawiają do przeżycia życia po swojemu…
…Herman Hesse pisał
„ …życie każdego człowieka jest droga ku samemu sobie,
próbą znalezienia drogi, zaznaczenia ścieżki….”
zaczął się
4 dzień milczenia
3 dzień postu
w nocy obudziłem się bardzo głodny
jeszcze mnie Tomki straszą po nocy
ledwo opróżniłem lodówkę
żeby nie mieć pokus
a już naniesione żarcie...
i weź tu wytrzymaj...
dzień dobry Słońce
będzie piękny dzień
Skarb sprawił
że wczoraj miałem najpiękniejszy
milczący, zdjęciowo muzyczny wieczór...
powstał wiersz...
w tamtej chwili...
wiersza nie pamiętam
kartkę ma Skarb...
ja pamiętam cały czas muzykę...
dziękuję...
sobota, 12 maja 2012
nietknięty
chleb na stole
zapach pleśni rozrósł się
jak nowotwór
na ścianach wspomnień
zacieki na twarzy
maluje czas
rozlana filiżanka żalu
wsiąka w dywan pamięci
czekanie to
wymyślna forma
umyślnego samobójstwa
jak trucizna
co ucisza odruch życia
paraliż ust
niemoc oddechu
nie prześlizgnie się żaden
dotyk ani cień
najwyżej zdrada
w flakoniku perfum
Sierp księżyca
rozdziera nieboskłon
niechcący
otworzyłem okno
nawąchałem się wiosny
teraz choruję
na niewydolność marzeń
chleb na stole
zapach pleśni rozrósł się
jak nowotwór
na ścianach wspomnień
zacieki na twarzy
maluje czas
rozlana filiżanka żalu
wsiąka w dywan pamięci
czekanie to
wymyślna forma
umyślnego samobójstwa
jak trucizna
co ucisza odruch życia
paraliż ust
niemoc oddechu
nie prześlizgnie się żaden
dotyk ani cień
najwyżej zdrada
w flakoniku perfum
Sierp księżyca
rozdziera nieboskłon
niechcący
otworzyłem okno
nawąchałem się wiosny
teraz choruję
na niewydolność marzeń
i noc poezji...
przeoczone godziny
rozsypały się po ściernisku czasu
jak zerwany sznur korali
toczy je wiatr
po obcych polach
nikt nie pozbiera
cudzych łez
nikt nie wypowie
milczących od wieku słów
tylko zegar od lat kręci głową
nad wieczornym zwierzaniem kartce
mijają się słowa
między linijkami kleksy
pożerają prawdę
tykanie zegara potwierdza bezsilność
mnie wobec czasu
nie cofnę go żadną myślą
nieubłagany tylko
składa wskazówki rąk
nad małością moją
śmieją się godziny
w oknie czekanie
zachęca do refleksji
przedśmiertnych
słowa zabiorę do grobu
nigdy się nie dowiesz
o tykaniu zegara
w moim sercu
malarska noc...
jak za starych dobrych
jeleniogórskich czasów...
skończyłem obraz
na sztalugę wędruje kolejne płótno...
trochę smutno
Skarb znów przestraszony...
nie ufa...
pocieszenie znajduje
w poezji ks. Twardowskiego...
Nie czekaj na wzajemność
telefon i róże
gdy ciebie nie chcą
nie piszcz, nie szlochaj
najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz
czy wiesz
że łzy się śmieją kiedy są za duże
jak za starych dobrych
jeleniogórskich czasów...
skończyłem obraz
na sztalugę wędruje kolejne płótno...
trochę smutno
Skarb znów przestraszony...
nie ufa...
pocieszenie znajduje
w poezji ks. Twardowskiego...
Nie czekaj na wzajemność
telefon i róże
gdy ciebie nie chcą
nie piszcz, nie szlochaj
najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz
czy wiesz
że łzy się śmieją kiedy są za duże
życie to długa droga
jak Camino
droga poszukiwania
czasem podróż bez dna
przesypywanie piasku
w piaskownicy
w poszukiwaniu pięknych ziaren
błyszczących w słońcu
talizmanów dla duszy
powierników dla serca
ja znalazłem taki Skarb...
zraniony i przestraszony
ale wielki Skarb...
który nikomu nie ufa...
muszę nauczyć się
jak pielęgnować ów Skarb...
żeby był...
nie uciekł...
żeby już nigdy nie ranić...
jak Camino
droga poszukiwania
czasem podróż bez dna
przesypywanie piasku
w piaskownicy
w poszukiwaniu pięknych ziaren
błyszczących w słońcu
talizmanów dla duszy
powierników dla serca
ja znalazłem taki Skarb...
zraniony i przestraszony
ale wielki Skarb...
który nikomu nie ufa...
muszę nauczyć się
jak pielęgnować ów Skarb...
żeby był...
nie uciekł...
żeby już nigdy nie ranić...
Kwiecień 1997
Vlasenica
Niewielkie miasteczko, ludność miejscowa w całości serbska. Teren określany jako ,,hot spot" z uwagi na silny radykalizm miejscowej ludności i dokonane w czasie wojny czystki etniczne. Przed wojną w miasteczku i w jego okolicach zamieszkiwało ok. 45% muzułmanów. W czasie naszego pobytu powoli na te tereny powracają wypędzeni muzułmanie.
Podczas jednego z pierwszych patroli znajdujemy zniszczoną wioskę, do której po raz pierwszy po latach wojny powrócili muzułmanie. Okazuje się, że wielu spośród nich w pobliżu swoich domów znalazło ludzkie szczątki. Atmosfera bardzo napięta, rozpacz tych ludzi jest nie do opisania. W pewnym momencie przybiega do mnie ojciec, który wśród szczątków rozpoznaje swojego syna. Poznał go - po resztkach ubrania i charakterystycznym scyzoryku. Jakaś kobieta rozpoznaje swojego męża po obuwiu...
Dwa dni później wioskę ostrzelali serbscy radykalni partyzanci... były kolejne ofiary... na rękach kolegi umiera kobieta w ciąży... ja przenoszę 7-8 letnie dziecko, które ma w dwuch miejscach przestrzeloną nogę, później okazało się, że musieli ją amputować...
Vlasenica
Niewielkie miasteczko, ludność miejscowa w całości serbska. Teren określany jako ,,hot spot" z uwagi na silny radykalizm miejscowej ludności i dokonane w czasie wojny czystki etniczne. Przed wojną w miasteczku i w jego okolicach zamieszkiwało ok. 45% muzułmanów. W czasie naszego pobytu powoli na te tereny powracają wypędzeni muzułmanie.
Podczas jednego z pierwszych patroli znajdujemy zniszczoną wioskę, do której po raz pierwszy po latach wojny powrócili muzułmanie. Okazuje się, że wielu spośród nich w pobliżu swoich domów znalazło ludzkie szczątki. Atmosfera bardzo napięta, rozpacz tych ludzi jest nie do opisania. W pewnym momencie przybiega do mnie ojciec, który wśród szczątków rozpoznaje swojego syna. Poznał go - po resztkach ubrania i charakterystycznym scyzoryku. Jakaś kobieta rozpoznaje swojego męża po obuwiu...
Dwa dni później wioskę ostrzelali serbscy radykalni partyzanci... były kolejne ofiary... na rękach kolegi umiera kobieta w ciąży... ja przenoszę 7-8 letnie dziecko, które ma w dwuch miejscach przestrzeloną nogę, później okazało się, że musieli ją amputować...
Maj 1997
Zabezpieczamy miejsce ekshumacji muzułmanów.
Ekshumacje przeprowadza ekipa z Międzynarodowego Trybunału w Hadze. Miejsce ekshumacji - to dół o średnicy około 4 metrów, oddalony od głównej drogi ok. 50 metrów. Miejsce to zostało odnalezione dzięki zdjęciom satelitarnym, które określiły to miejsce z dokładnością do 0,5 metra. Ekshumację przeprowadza archeolog. Po zdjęciu cienkiej warstwy ziemi - ok. 0,5 metra ukazują się szczątki ludzkie...
Zabezpieczamy miejsce ekshumacji muzułmanów.
Ekshumacje przeprowadza ekipa z Międzynarodowego Trybunału w Hadze. Miejsce ekshumacji - to dół o średnicy około 4 metrów, oddalony od głównej drogi ok. 50 metrów. Miejsce to zostało odnalezione dzięki zdjęciom satelitarnym, które określiły to miejsce z dokładnością do 0,5 metra. Ekshumację przeprowadza archeolog. Po zdjęciu cienkiej warstwy ziemi - ok. 0,5 metra ukazują się szczątki ludzkie...
milczenie...
chęć mówienia
przyzwyczajenie wyrażania siebie słowami na co dzień
powoduję, że milczenie, które wynika tylko z naszej decyzji
naszej chęci poukładania myśli, wyciszenia się...
jest bardzo ciężkie...
wymaga ciągłego skupienia
pełnej koncentracji
bo jak tylko usłyszysz jakieś słowo
pytanie - skierowane do siebie
automatycznie otwiera się buzia
żeby odpowiedzieć...
decyzja była bardzo ciężka
zdawałem sobie sprawę
jak bardzo wtedy właśnie będę chciał powiedzieć
właśnie wtedy przychodzi najwięcej myśli
i chce się mówić...
potrzebne jest też zrozumienie
i wsparcie od osób z którymi
w tym ciężkim czasie mamy kontakt
każde niepotrzebne emocje
powodują że chce się mówić...
ten czas milczenia
jest czasem na malowanie
ale też jest bardzo osobistą
i bardzo ważną dla mnie intencją
którą powierzyłem przy tym postanowieniu...
jak już pisałem...
wiara czyni cuda...
chęć mówienia
przyzwyczajenie wyrażania siebie słowami na co dzień
powoduję, że milczenie, które wynika tylko z naszej decyzji
naszej chęci poukładania myśli, wyciszenia się...
jest bardzo ciężkie...
wymaga ciągłego skupienia
pełnej koncentracji
bo jak tylko usłyszysz jakieś słowo
pytanie - skierowane do siebie
automatycznie otwiera się buzia
żeby odpowiedzieć...
decyzja była bardzo ciężka
zdawałem sobie sprawę
jak bardzo wtedy właśnie będę chciał powiedzieć
właśnie wtedy przychodzi najwięcej myśli
i chce się mówić...
potrzebne jest też zrozumienie
i wsparcie od osób z którymi
w tym ciężkim czasie mamy kontakt
każde niepotrzebne emocje
powodują że chce się mówić...
ten czas milczenia
jest czasem na malowanie
ale też jest bardzo osobistą
i bardzo ważną dla mnie intencją
którą powierzyłem przy tym postanowieniu...
jak już pisałem...
wiara czyni cuda...
piątek, 11 maja 2012
nocą pocieram
spocone dłonie
o papier z twoim imieniem
wpatruje się w zdjęcie
na pulpicie
piszę słowa lubieżne
skreślam je zawstydzony
biję się w pierś
płaczę do poduszki
święci patrzą na mnie zawstydzeni
północna gorączka
godzina duchów
proszę nawiedź mnie myślami
brakuje mi dotyku zmyślonego
słów zamkniętych w klatce ust
tego czego zawsze
w życiu mi brakowało...
ciszy w naszych słowach
między cieniami naszych skrzydeł
Pokoje są różne...
mały chłopiec czy dziewczynka...
złość, wdzięczność, relacje, bezradność, bycie wprost i wiele, wiele innych....
Zamki w drzwiach do nich zostały wyprodukowane w wielu popularnych seriach...
bądź dorosły...
nie zachowuj się w ten sposób...
mężczyzna tak nie postępuje...
w cywilizowanym świecie nie wolno być takim...
faceci nie płaczą...
co ludzie powiedzą…
ble...
mały chłopiec czy dziewczynka...
złość, wdzięczność, relacje, bezradność, bycie wprost i wiele, wiele innych....
Zamki w drzwiach do nich zostały wyprodukowane w wielu popularnych seriach...
bądź dorosły...
nie zachowuj się w ten sposób...
mężczyzna tak nie postępuje...
w cywilizowanym świecie nie wolno być takim...
faceci nie płaczą...
co ludzie powiedzą…
ble...
to nie obsesja
nie choroba psychiczna...
tego się nie leczy...
to jest miłość...
to kochanie...
nadzieja...
i wiara...
to nie jest...
choroba lokomocyjna...
z której się wyrasta...
nie opętanie...
egzorcysta nic nie poradzi...
na nic modły o powrót do wiary...
bo wierzę bardziej
niż kiedykolwiek...
ta miłość wymaga
kilogramowej wytrwałości...
serca zrozumienia
i chłonięcie życia...
jest walką o arkę
wojną o Eden...
wolność to coś więcej
niż robienie coś sobie...
to zaszczyt sobą bycia...
i kochania...
wspólnego szczęścia...
więc...
jest miłość...
jest nadzieja...
i wiara
która czyni cuda...
nie choroba psychiczna...
tego się nie leczy...
to jest miłość...
to kochanie...
nadzieja...
i wiara...
to nie jest...
choroba lokomocyjna...
z której się wyrasta...
nie opętanie...
egzorcysta nic nie poradzi...
na nic modły o powrót do wiary...
bo wierzę bardziej
niż kiedykolwiek...
ta miłość wymaga
kilogramowej wytrwałości...
serca zrozumienia
i chłonięcie życia...
jest walką o arkę
wojną o Eden...
wolność to coś więcej
niż robienie coś sobie...
to zaszczyt sobą bycia...
i kochania...
wspólnego szczęścia...
więc...
jest miłość...
jest nadzieja...
i wiara
która czyni cuda...
w milczeniu wiele widać
wiele poznaje...
siebie...
zamykam oczy
widzę...
to co chcę
to co pragnę
widzieć...
otwieram oczy
w ciemnościach
w blasku cienia
w milczeniu słowa
piękna
miłości
otwieram się
na głosy
na dzikie dźwięki...
poznaję siebie...
swoje myśli...
pragnienia...
tworzę...
w głuchym milczeniu
bez skazy...
wiele poznaje...
siebie...
zamykam oczy
widzę...
to co chcę
to co pragnę
widzieć...
otwieram oczy
w ciemnościach
w blasku cienia
w milczeniu słowa
piękna
miłości
otwieram się
na głosy
na dzikie dźwięki...
poznaję siebie...
swoje myśli...
pragnienia...
tworzę...
w głuchym milczeniu
bez skazy...
Myślę dużo...
Jednak stan nierozmawiania, chęci podzielania się tym co ważne prowokuje do jeszcze głębszego myślenia...
...rozmawiania ze sobą...
...zadawania pytań Bogu...
...dawno tego nie robiłem...
...i jeszcze nie wiem czy zadaje te pytania bo szukam w Nim wsparcia w miłości...
...czy dlatego, że tak naprawdę jeszcze nie wiem nic...
...dlatego, że wciąż jestem nikim...
Moje myśli są...
.. myślami – porównującymi, umniejszającymi, zawstydzającymi...
Myślami przeciwko, smagającymi, często bezlitosnymi i nie lubiącymi. A-Ty-nigdy, a-Ty-zawsze…
.. odczuciem. Wewnętrznym wierceniem, gnieceniem, kłuciem, doskwieraniem, pieczeniem…
.. uczuciem. Wstydem i pobliskim zażenowaniem. Przygnębieniem i nieodległym smutkiem. Złością, wściekłością, nawet furią. Winą, a więc i karą...
.. reakcją ciała – skurczem, stężeniem, zastygnieciem, błem, który powrócił w żołądku…
.. brakiem obecności w momencie, miejscu, sytuacji. Schowaniem, wycofaniem, ucieczką. Uległością i ciągłym przepraszaniem....
...albo napięciem, nastroszeniem, walką....
.. oddechem – krótkim, urywanym, wstrzymanym...
...albo oddechu brakiem…
...duszeniem się...
.. temperaturą – najczęściej gorącem ale też zlodowaceniem...
...zazwyczaj wówczas bywam dzieckiem – przygarbionym, z wielkimi, zaraz płaczącymi oczami, opadniętymi ramionkami, w kącie…
...pełnym strachu...
...dzieckiem...
Jednak stan nierozmawiania, chęci podzielania się tym co ważne prowokuje do jeszcze głębszego myślenia...
...rozmawiania ze sobą...
...zadawania pytań Bogu...
...dawno tego nie robiłem...
...i jeszcze nie wiem czy zadaje te pytania bo szukam w Nim wsparcia w miłości...
...czy dlatego, że tak naprawdę jeszcze nie wiem nic...
...dlatego, że wciąż jestem nikim...
Moje myśli są...
.. myślami – porównującymi, umniejszającymi, zawstydzającymi...
Myślami przeciwko, smagającymi, często bezlitosnymi i nie lubiącymi. A-Ty-nigdy, a-Ty-zawsze…
.. odczuciem. Wewnętrznym wierceniem, gnieceniem, kłuciem, doskwieraniem, pieczeniem…
.. uczuciem. Wstydem i pobliskim zażenowaniem. Przygnębieniem i nieodległym smutkiem. Złością, wściekłością, nawet furią. Winą, a więc i karą...
.. reakcją ciała – skurczem, stężeniem, zastygnieciem, błem, który powrócił w żołądku…
.. brakiem obecności w momencie, miejscu, sytuacji. Schowaniem, wycofaniem, ucieczką. Uległością i ciągłym przepraszaniem....
...albo napięciem, nastroszeniem, walką....
.. oddechem – krótkim, urywanym, wstrzymanym...
...albo oddechu brakiem…
...duszeniem się...
.. temperaturą – najczęściej gorącem ale też zlodowaceniem...
...zazwyczaj wówczas bywam dzieckiem – przygarbionym, z wielkimi, zaraz płaczącymi oczami, opadniętymi ramionkami, w kącie…
...pełnym strachu...
...dzieckiem...
Siły Stabilizacyjne rozmieszczone zostały na terenie Bośni 20 grudnia 1996 r...
Zaczęło się wszystko trzy miesiące wcześniej...
Szkółka... a raczej wyciskacz życia...
Na przykład tydzień przeznaczony na testy odporności fizycznej i psychicznej.
Dzień pierwszy:
wykonanie minimum 52 głębokich pompek w ciągu 2 minut, 62 skrętoskłonów (w tym samym czasie), przebiegnięcie dwóch mil w tempie poniżej 14 min i 50 sek., wykonanie skoku do wody z zakrytymi oczami z wysokości trzech metrów w pełnym oporządzeniu i zdjęcie tego oporządzenia bez wynurzania się na powierzchnię.
Inne szykany:
bieg na 5 mil w szyku zwartym po terenie pofałdowanym, przejście w pełnym oporządzeniu po belce, zawieszonej 8 metrów nad wodą, skok do wody, wejście na 15-metrową wieżę i zjazd z niej na specjalnym wózku.
Do tego ciągłe zajęcia dodatkowe:
rozgrzewki, biegi z przeszkodami, walki wręcz, pokonywanie torów błotno wodnych.
Ciągłe niedosypianie, przemęczenie i niedojadanie.
Po etapie ćwiczeń na lądzie nadchodzi etap górski, a po nim jeszcze trudniejszy morski... Trzy tygodnie taplania się w morzu, bagnach, rzekach. W kontakcie z wodą półprzytomni z niewyspania ludzie budzili się z letargu.
Ale wszystko ma swoje granice. Podczas trzech miesięcy szkółki, w której uczestniczyłem, deszcz nie padał zbyt często. Zasypiałem na stojąco, w marszu...
Najgorsza była walka ze snem tuż po posiłku. Odpływałem, głosy kolegów dochodziły jak przez mgłę. Nie odróżniałem snu od jawy...
Któregoś dnia ocknąłem się w rzece. Siedziałem w niej z całym ekwipunkiem i oporządzeniem, aby obniżyć temperaturę ciała. Koledzy opowiadali, że przez pół dnia wykonywałem polecenia, działałem zgodnie z planem....
Ale ja tych godzin nie pamiętałem...
Sam plecak ważył ok. 30 kg, do tego dochodził ciężar broni osobistej. Karabin trzeba nosić w rękach w taki sposób, aby w każdej chwili był gotowy do użytku. M 16, czyli standardowy karabin armii amerykańskiej, jest dość lekki. Ale M-60, czyli ciężki karabin maszynowy, to kawał stali o wadze kilkunastu kilogramów. Dostałem go na wyposażenie akurat wtedy, gdy kulałem z powodu lekkiej kontuzji, odzywały się urazy hokejowe...
Oczywiście nikt nie mógł pomagać...
Na zakończenie broń należało oczyścić...
Po trzech miesiącach działań ta broń była tak brudna, że trzeba ją było wrzucać do wielkiego naczynia ze specjalnym olejem i szorować szczotkami jak garnki...
Jesienią 1996 roku w byłej Jugosławii toczyła się regularna wojna pomiędzy Serbami, Chorwatami i Bośniakami. Mieliśmy sformować liczący ponad tysiąc żołnierzy batalion operacyjny, podporządkowany siłom UNPROFOR (błękitne hełmy). Kandydaci do tego oddziału rezygnowali, gdy słyszeli w telewizji opowieści o „podkolanówkach”, czyli minach przeciwpiechotnych urywających nogi na wysokości łydki...
W przyszłości miałem ratować a później pracować z dziećmi, które właśnie weszły na taką minę...
To była największa tragedia tej wojny...
Całe szkoły sierot, kalekich dzieci, których psychika chyba już nigdy nie wróci do normy...
Dzisiaj nie raz zastanawiam się czy ja sobie z tym poradziłem...
Czy wciąż emocje przypominają tamte szargania nerwów... i bezsilność...
Największą bezsilność jaką mi było dane zaznać w moim życiu...
Wiem że to były najgorsze doświadczenia w moim życiu... których duchy wciąż do mnie zaglądają...
Zaczęło się wszystko trzy miesiące wcześniej...
Szkółka... a raczej wyciskacz życia...
Na przykład tydzień przeznaczony na testy odporności fizycznej i psychicznej.
Dzień pierwszy:
wykonanie minimum 52 głębokich pompek w ciągu 2 minut, 62 skrętoskłonów (w tym samym czasie), przebiegnięcie dwóch mil w tempie poniżej 14 min i 50 sek., wykonanie skoku do wody z zakrytymi oczami z wysokości trzech metrów w pełnym oporządzeniu i zdjęcie tego oporządzenia bez wynurzania się na powierzchnię.
Inne szykany:
bieg na 5 mil w szyku zwartym po terenie pofałdowanym, przejście w pełnym oporządzeniu po belce, zawieszonej 8 metrów nad wodą, skok do wody, wejście na 15-metrową wieżę i zjazd z niej na specjalnym wózku.
Do tego ciągłe zajęcia dodatkowe:
rozgrzewki, biegi z przeszkodami, walki wręcz, pokonywanie torów błotno wodnych.
Ciągłe niedosypianie, przemęczenie i niedojadanie.
Po etapie ćwiczeń na lądzie nadchodzi etap górski, a po nim jeszcze trudniejszy morski... Trzy tygodnie taplania się w morzu, bagnach, rzekach. W kontakcie z wodą półprzytomni z niewyspania ludzie budzili się z letargu.
Ale wszystko ma swoje granice. Podczas trzech miesięcy szkółki, w której uczestniczyłem, deszcz nie padał zbyt często. Zasypiałem na stojąco, w marszu...
Najgorsza była walka ze snem tuż po posiłku. Odpływałem, głosy kolegów dochodziły jak przez mgłę. Nie odróżniałem snu od jawy...
Któregoś dnia ocknąłem się w rzece. Siedziałem w niej z całym ekwipunkiem i oporządzeniem, aby obniżyć temperaturę ciała. Koledzy opowiadali, że przez pół dnia wykonywałem polecenia, działałem zgodnie z planem....
Ale ja tych godzin nie pamiętałem...
Sam plecak ważył ok. 30 kg, do tego dochodził ciężar broni osobistej. Karabin trzeba nosić w rękach w taki sposób, aby w każdej chwili był gotowy do użytku. M 16, czyli standardowy karabin armii amerykańskiej, jest dość lekki. Ale M-60, czyli ciężki karabin maszynowy, to kawał stali o wadze kilkunastu kilogramów. Dostałem go na wyposażenie akurat wtedy, gdy kulałem z powodu lekkiej kontuzji, odzywały się urazy hokejowe...
Oczywiście nikt nie mógł pomagać...
Na zakończenie broń należało oczyścić...
Po trzech miesiącach działań ta broń była tak brudna, że trzeba ją było wrzucać do wielkiego naczynia ze specjalnym olejem i szorować szczotkami jak garnki...
Jesienią 1996 roku w byłej Jugosławii toczyła się regularna wojna pomiędzy Serbami, Chorwatami i Bośniakami. Mieliśmy sformować liczący ponad tysiąc żołnierzy batalion operacyjny, podporządkowany siłom UNPROFOR (błękitne hełmy). Kandydaci do tego oddziału rezygnowali, gdy słyszeli w telewizji opowieści o „podkolanówkach”, czyli minach przeciwpiechotnych urywających nogi na wysokości łydki...
W przyszłości miałem ratować a później pracować z dziećmi, które właśnie weszły na taką minę...
To była największa tragedia tej wojny...
Całe szkoły sierot, kalekich dzieci, których psychika chyba już nigdy nie wróci do normy...
Dzisiaj nie raz zastanawiam się czy ja sobie z tym poradziłem...
Czy wciąż emocje przypominają tamte szargania nerwów... i bezsilność...
Największą bezsilność jaką mi było dane zaznać w moim życiu...
Wiem że to były najgorsze doświadczenia w moim życiu... których duchy wciąż do mnie zaglądają...
Za oknem maj… a jak maj, to miłość… to za bardzo skomplikowane...
Jest to jednym z tych pojęć, które wszyscy rozumiemy, ale czy ktoś zna definicję?
Może dlatego w sanskrycie istniało 96 określeń kochania, a w starożytnej Persji osiem…
Dla oswojenia mojego milczenia zacząłem czytać Nowy Testament... kiedyś czytałem... dzisiaj bylem zbyt buntowniczy i zbyt dużo emocji we mnie...
Jednak sięgnąłem... był niedaleko...
Wyciszam się...
Sięgam też po starożytnych filozofów...
Piękną historię opisuje Platon.
Na początku ludzie byli istotami o dwóch twarzach, czterech rękach, czterech nogach. Dysponowali tak wielką siłą, że zagrażali bogom. Zeus szukał sposobu, aby zmniejszyć niebezpieczeństwo, nie niszcząc rodzaju ludzkiego. W końcu wpadł na pomysł, aby przeciąć ludzi na pół i w ten sposób ich osłabić. Od tej pory połówki szukają się, a gdy uda im się odnaleźć, doświadczają pełni, bliskości i spełnienia.
Czy to właśnie jest miłość?
Czy miłość to uczucie jedności i pełni?
Jolanda Jacobi, uczennica Junga – pisała, że to co czujemy do drugiego człowieka, to w przeważającej części zapętlenia psychiczne okraszone ładunkiem emocjonalnym. Uważa, że cały ten zestaw przywykliśmy kojarzyć i nazywać miłością….
…. nie brzmi to zbyt romantycznie…
człowiek chciałby wykrzyczeć z siebie wszystkie te emocje, w kółko powtarzać kocham i kocham... wciąż być blisko i wpatrywać się w obiekt miłości...
Żeby znów się odnaleźć, żeby odrzucić (a przynajmniej starać się odrzucić) te wszystkie emocje i dojść do czystego uczucia postanowiłem milczeć, malować i milczeć...
Wydawałoby się koszmar…
A jednak coś jest na rzeczy, medytacja w ciszy nad zapętleniami psychicznymi pozwala na widzenie głębsze i wyraźniejsze drugiego człowieka. Wyjście poza iluzje, złudzenia, wyobrażenia. I gdy wtedy pojawia się miłość, to jest to coś naprawdę wyjątkowego, niepowtarzalnego, autentycznego. Uczucie czyste, wolne od zbędnego obciążenia….
...tylko pytanie czy jest to takie prosto jak o tym napisać...
Bo w naszych fascynacjach i zakochaniach siedzi naprawdę dużo...
Projekcje, mity relacyjne, powtarzane schematy i wzorce rodzinne, przeniesienia, zaśnienia, strach, minione zdrady, nieudane miłości...
To wszystko jest bardzo trudne, ale bardzo chcę się zbliżyć się do prawdziwego, czystego uczucia... mam nadzieję że nie będę zawiedziony...
Za chwilę minie pierwsze 24 godziny milczenia...
Dziwnie i tęskno...
...trochę łzawo...
Jest to jednym z tych pojęć, które wszyscy rozumiemy, ale czy ktoś zna definicję?
Może dlatego w sanskrycie istniało 96 określeń kochania, a w starożytnej Persji osiem…
Dla oswojenia mojego milczenia zacząłem czytać Nowy Testament... kiedyś czytałem... dzisiaj bylem zbyt buntowniczy i zbyt dużo emocji we mnie...
Jednak sięgnąłem... był niedaleko...
Wyciszam się...
Sięgam też po starożytnych filozofów...
Piękną historię opisuje Platon.
Na początku ludzie byli istotami o dwóch twarzach, czterech rękach, czterech nogach. Dysponowali tak wielką siłą, że zagrażali bogom. Zeus szukał sposobu, aby zmniejszyć niebezpieczeństwo, nie niszcząc rodzaju ludzkiego. W końcu wpadł na pomysł, aby przeciąć ludzi na pół i w ten sposób ich osłabić. Od tej pory połówki szukają się, a gdy uda im się odnaleźć, doświadczają pełni, bliskości i spełnienia.
Czy to właśnie jest miłość?
Czy miłość to uczucie jedności i pełni?
Jolanda Jacobi, uczennica Junga – pisała, że to co czujemy do drugiego człowieka, to w przeważającej części zapętlenia psychiczne okraszone ładunkiem emocjonalnym. Uważa, że cały ten zestaw przywykliśmy kojarzyć i nazywać miłością….
…. nie brzmi to zbyt romantycznie…
człowiek chciałby wykrzyczeć z siebie wszystkie te emocje, w kółko powtarzać kocham i kocham... wciąż być blisko i wpatrywać się w obiekt miłości...
Żeby znów się odnaleźć, żeby odrzucić (a przynajmniej starać się odrzucić) te wszystkie emocje i dojść do czystego uczucia postanowiłem milczeć, malować i milczeć...
Wydawałoby się koszmar…
A jednak coś jest na rzeczy, medytacja w ciszy nad zapętleniami psychicznymi pozwala na widzenie głębsze i wyraźniejsze drugiego człowieka. Wyjście poza iluzje, złudzenia, wyobrażenia. I gdy wtedy pojawia się miłość, to jest to coś naprawdę wyjątkowego, niepowtarzalnego, autentycznego. Uczucie czyste, wolne od zbędnego obciążenia….
...tylko pytanie czy jest to takie prosto jak o tym napisać...
Bo w naszych fascynacjach i zakochaniach siedzi naprawdę dużo...
Projekcje, mity relacyjne, powtarzane schematy i wzorce rodzinne, przeniesienia, zaśnienia, strach, minione zdrady, nieudane miłości...
To wszystko jest bardzo trudne, ale bardzo chcę się zbliżyć się do prawdziwego, czystego uczucia... mam nadzieję że nie będę zawiedziony...
Za chwilę minie pierwsze 24 godziny milczenia...
Dziwnie i tęskno...
...trochę łzawo...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








